poniedziałek, maja 14

Zaufaj intuicji

***

Czekała mnie poważna rozmowa z władcą pragnącego mojej śmierci. 
Musiałam się z nim spotkać. Dla dobra całego królestwa. Dziadek powiedział mi całą prawdę. Dowiedziałam się, że moja matka była wielkim zagrożeniem dla Piry. Dlatego władcy Mormendi chcieli się mnie pozbyć. Wciąż do końca nie wiem dlaczego. Wiem jednak, że moja matka poświęciła dla mnie swoje całe życie. Traci siły, duszę, moc. I to wszystko dla takiej małej dziewczynki? Musiałam być dla niej ogromnie ważna.. Dlaczego nie poznała mnie przed pałacem? Wychowywała mnie dwa lata, najważniejsze dwa lata w moim życiu. Na widok jej nic nie poczułam, żadnej tęsknoty, miłości.. wciąż nie wiem dlaczego.
Szłam przed siebie, nie zważając czy idę w dobrą stronę. Nagle dosłownie kilka metrów przede mną przeleciało coś, czego nie potrafię wytłumaczyć. Było podobne do karety ziemskiej, ale co to było takiego? Zrobiłam ze strachem kolejny krok i przede mną zatrzymała się ta kareta. Otworzono drzwi.. więc wsiadłam. Zapytałam się uprzejmie:
- Dzień dobry, jeżeli mogę wiedzieć to co to takiego?
Może to pytanie nie było odpowiednie, ale co miałam innego zrobić. Po kilku sekundach kierowca odwrócił się i zaśmiał:
- Witaj młoda damo. Widocznie nie jesteś stąd. Skąd pochodzisz?
Nie spodobał mi się jego uśmiech, jednak był nieziemsko przystojny. On też wyglądał jak by nie był stąd. Miał Granatowo niebieskie włosy i czarne jak smoła oczy. Nie widziałam tutaj nikogo podobnego:
- Zgadza się, pochodzę..
W tym momencie ugryzłam się w język. Jayden tłumaczył mi, że niebioszczanie mogą źle zareagować gdy dowiedzą się, że pochodzę z Ziemskiej planety. Zauważyłam zdziwienie i zdenerwowanie na twarzy tego młodego kierowcy. Domyślił się, że coś kręcę? Zresztą:
- Czy to ważne?
Odpowiedziałam bez chwili namysłu. Bałam się, że wyrzuci mnie z tej śmiesznej taksówki. Uśmiechnął się do mnie i powiedział:
- Masz rację, nie jest ważne. W końcu jestem tu tylko od kierowania mikrówką.
- Przepraszam, to nazywa się mikrówka? Mi wygląda na taksówkę.
Zaśmiałam się, ale po chwili dotarło do mnie co powiedziałam. Zdradziłam swoje pochodzenie.. ehh jestem głupia:
- Ziemia, planeta ziemia. teraz już wszystko wiem.
Zaśmiał się. Wydał mi się sympatyczny. Jednak Jayden mylił się. Muszę chyba zapomnieć o jego radach. Mówił zawsze, że kierowcy taksówek wyglądają przeważnie tak samo. Czarnowłosi o dużych brwiach. On w ogóle mi się nie nadawał na ' taksówkarza '. Co się będę martwić:
- Wie pan.. mam małą prośbę, bardzo ważną.
Uśmiechnął się ponownie i dodał:
- Ja pan? Mów mi Pluton. W końcu między nami jest nie wielka różnica wieku.
- Racja.. jestem Abbie. 
Podałam mu rękę. Z uprzejmości. On również uścisnął mi dłoń. Był niezwykle silny, od razu go polubiłam:
- Słucham twojej prośby Abbie.
- Więc.. jak Ci to powiedzieć. Chciałabym dotrzeć do gór Nadziei. dasz radę?
Uśmiechnął się trochę zdziwiony:
- Do morza Nieszczęść? To szmat drogi, bardzo trudnej.
- Sporo zapłacę.
Zapomniałam, że tutaj nie ma pieniędzy. Po prostu chyba za bardzo jestem oszołomiona jego wyglądem:
- przepraszam, przepraszam. Jestem rozkojarzona.
Spuściłam głowę ze wstydu. On odwrócił się i odpalił taksówkę, znaczy mikrówkę. Ruszyliśmy w trasę. Zapadła cisza a ja obserwowałam z zachwytem krajobrazy Niebios. Wszędzie dokoła było tak pięknie, że żałowałam, że mikrówka jedzie tak szybko. Z prawej strony ciągnął się wysoki zielony las z przebłyskiem czerwieni i błękitu. Był pełen bujnej roślinności, szczególnie dominowały tam tulipany czerwone i bez o kolorze niebieskim. Cały obszar porastały wielkie zielone drzewa podobne do brzozy jednak pnie były całe koloru białego. Ze środka lasu dochodziły przepiękne śpiewy syren. Dziadek opowiadał mi, że w głębi znajduję się wielkie jezioro pełne syren i żółtych lili. Musiało być tam pięknie. Plutan zapytał mnie się po chwili:
- Na co tak spoglądasz?
- Zachwycam się okolicą. Ten las jest przepiękny, a te góry po lewo, porośnięte śmiesznymi krzewami o pomarańczowych listkach.. po prostu cudo. Zakochałam się. 
Uśmiechnęłam się do niego. On odwzajemnił uśmiech i powiedział:
- To nic w porównaniu do morza nieszczęść. 
Uśmiechnął się do mnie z rozmarzoną miną i dodał:
- Muszę ci powiedzieć, że trudno jest je rozpoznać. Na granicy niebiańskich królestw znajduję się góry Nadziei oraz trzy wielkie jeziora. Jedno jest właśnie nim. Każde jest tak podobne, że trudno je rozróżnić. Wiesz jak przechodzi się przez granicę?
Nie miałam pojęcia. Zrobiłam krzywą minę. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i dodał:
- Wszystko rozumiem. Mogę Ci opowiedzieć?
- Tak, bardzo proszę!
Uradowana od razu się zgodziłam:
- Słuchaj Abbie, aby przedostać się na przykład do Mormendi, musisz odnaleźć Morze Nieszczęść. Aby je rozpoznać musisz znać odpowiednie zaklęcie.
Właśnie w tym momencie przypomniała mi się lekcja z Jaydenem, który tłumaczył mi to zaklęcie, niestety nie mogłam sobie go przypomnieć, lecz nie chciałam Plutonowi przerywać. Dziwne imię, prawda? Pluton mówił dalej:
- Wypowiesz je, zaklęcie zaprowadzi Cię do tego morza i wtedy musisz się w nim zanurzyć. Cała, prawie tonąc. Dlatego jest to takie niebezpieczne. Tylko doświadczone osoby dają radę przejść, a ty mi na taką osobę nie wyglądasz.
Ale jest spostrzegawczy. Jestem tutaj od roku, ponad to nie znam całych Niebios, nie pamiętam wielu zaklęć i nigdy nie miałam poważnego starcia z wrogiem:
- Masz szesnaście lat?
Skąd on to wie? Ta sytuacja robi się coraz bardziej dziwna:
- Zgadza się. Nie skończone.
Uśmiechnął się, odwrócił i kierował dalej. Miałam teraz chwilę dla siebie. Musiałam dokładnie przemyśleć, co wybrać. Każda osoba w wieku szesnastu lat musi wybrać swoje stałe zamieszkanie. Ziemia czy królestwo niebiańskie. Miałam wielki dylemat. Kocham całą sobą Niebiosa i mojego dziadka. Uwielbiam spędzać czas z Jaydenem. Znów na  Ziemi są moi opiekunowie, moja kochana przyjaciółka. Gdy wybiorę Niebiosa zniknę z pamięci ludzi mieszkających na Ziemi i odwrotnie, a ja nadal to wszystko będę pamiętać. Strasznie trudna decyzja. 
Zaczęłam się niecierpliwić. Myślałam, że to będzie chwila:
- Wybacz, to aż tak daleko są te góry Nadziei?
Zaśmiał się i spoglądając w lusterko odpowiedział:
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo.
Jestem osobą niecierpliwą, podobno mam to po ojcu. Zresztą nie mogę tego potwierdzić. Zaczęłam się okropnie nudzić, ponieważ jechaliśmy przez wielkie równinne tereny, na których nie rosło nic innego tylko trawa. Zauważyłam, że Pluton zaczyna mi się przyglądać. Kolejne jego dziwne zachowanie. Jednak Jayden nigdy nie wspominał mi o takich równinach. Przez nie chyba nie jedzie się do Morza Nieszczęść. Zdenerwowałam się i wyczułam zagrożenie. Moja intuicja podpowiadała mi abym uciekała stąd jak najszybciej. Nie wytrzymałam:
- Na pewno jedziemy w dobrą stronę?
Zauważyłam, że zaczął nerwowo się poruszać. Jego twarz nie była już taka przyjemna jak wcześniej, jego urok osobisty jak by wyparował i wtedy poczułam wcześniej nie towarzyszące mi uczucie. Lęk, strach, niepewność. Sama nie wiem jak to nazwać. Dosłownie po paru sekundach momentalnie zahamował:
- Abbie Boscawen. Córka Menteusza I, króla Niebios, oprócz Mormendi. Wysoka blondynka o ślicznych oczach i młodziutkiej twarzy. Szesnastolatka z Ziemi. Wszystko się zgadza, prawda?
Moje serce zaczęło bić szybciej. Zaczęłam nerwowo przemieszczać się po tylnich siedzeniach tej głupiej mikrówki. Poczułam strach przeszywający moje ciało:
- Zaufałam Ci.
Na jego twarzy ukazało się zdziwienie i zafascynowanie:
- Nie uczono Cię, jak wyglądają taksówkarze? Komu wierzyć? I że nigdy nie mówi się prawdy? Kochana, tutaj górują czary, nie jak na Ziemi.. policja, strach, więzienie. Tu wygrywa najlepszy, rozumiesz?
- Czego ode mnie chcesz?
Zapytałam nerwowo. Zauważyłam, że drzwi są otwarte. Ucieszyłam się, lecz próbowałam tego nie ukazywać. Moja intuicja mnie nie zawiodła, po raz pierwszy:
- Wybierałaś się do wszechmocnego Diremora, prawda? Nawet nie musisz potwierdzać. Pewnie wiesz, że jesteś od niego potężniejsza. Może w przyszłości tak, ale teraz jesteś za mało doświadczona. Cóż z tego, jeżeli zaraz umrzesz.
- Nie mógł tego zrobić osobiście, tylko wynajmował jakiś gburów?
Zdenerwował się i to konkretnie:
- Jeszcze śmiesz mnie obrażać? Mam dwadzieścia pięć lat a ty zaledwie szesnaście. Więc nie pozwalaj sobie.
- Nie rozumiem tutaj czegoś.
- Wiesz dlaczego twoja matka umiera? Bo w wieku szesnastu lat przejmiesz jej moc. Diremor chciał tego uniknąć po przez uwięzienie Cię na Ziemi, ty jednak wróciłaś. Stajesz się silniejsza, jeszcze kilka lat prac nad twoimi umiejętnościami i możesz dorównać jego siłom. To się jednak nie stanie, postanowił Cię zabić. Przed szesnastymi urodzinami.
- W takim razie, mama odzyska moc i pokona go.
To było logiczne, chyba:
- Nic nie rozumiesz.
Zaśmiał się podle. Coś działo się z mikrówką odwrócił się i wtedy wybiegłam z taksówki jak najszybciej! Biegłam przed siebie.. ile miałam sił w nogach usłyszałam tylko odgłos trzaskających drzwi i wtedy usłyszałam głos mojego przyjaciela, stanęłam, odwróciłam się i ujrzałam Jaydena walczącego z Plutonem. Nie mogłam zostawić go samego. Nie wybaczyła bym sobie tego. Zawróciłam i pobiegłam w ich stronę, wyjęłam różdżkę z kieszeni, jednak Pluton był szybszy...

~ ..ciąg dalszy nastąpi

***

sobota, maja 12

Kłótnia

***

Po rozmowie z dziadkiem nie wiedziałam już komu ufać.
Jedynym oparciem dla mnie był Jayden. Stał przed wejściem do sali gościnnej. Gdy usłyszał moje zbliżające się kroki, odwrócił się, uśmiechnął i podszedł. Stanął na przeciwko mnie i powiedział:
- Przepraszam.
Nie spodziewałam się takiego przywitania. Byłam nadal oszołomiona  wyznaniem dziadka. Spojrzałam się na niego, otworzyłam usta.. jednak nie potrafiłam wypowiedzieć żadnego słowa i opuściłam głowę:
- Abbie, dowiedziałem się o tym kilka dni temu. Myślałam, że Meteusz powiedział Ci to dużo wcześniej. Nie chciałem Cię martwić tym, że Twojej mamie grozi takie niebezpieczeństwo.
Zawiodłam się trochę na nim. Ufałam mu, myślałam, że on mi też, że informuje mnie o wszystkim, że jest ze mną szczery. Odpowiedziałam po chwili namysłu:
- Dlatego Diremor chciał się ze mną spotkać.
Podniosłam głowę i zauważyłam zdziwienie na twarzy Jaydena. Był zaskoczony i chwilę zamyślony:
- Co ty mówisz? Chyba nie chciałaś iść na to spotkanie?
- Nie będziesz mówił mi co mam robić.
Wiem, może przesadziłam. Ale nie lubię się podporządkowywać. Przemyślałam tą sprawę bardzo dobrze i nie mam zamiaru zmienić zdania, w dodatku po rozmowie z dziadkiem. Moje życie zaczęło się sypać. Miałam jedyne 2 miesiące na wybór miejsca dalszego życia. Ziemia czy Niebiosa. Moi kochani rodzice mieszkający na Ziemi, czy dziadek, Floses, Jayden i Mika? Nie mogłam mówić na nich rodzice. Oni wychowywali mnie tylko przez 2 lata. Rzeczywiście, to wszystko przez Diremora i jego małżonkę Pirę. Pira była odwrotnością Diremora.. przynajmniej tak nam się wszystkim zdawało. Była piękną fioletowo czarno włosom kobietą o idealnej figurze. Każdy marzył o jej miłości, spojrzeniu, ona jednak wybrała bezdusznego Diremora. Uchodziła za wielkoduszną piękność. Dopiero niedawno ukazała swoją prawdziwą naturę. Jest jeszcze gorsza niż Diremor. Jest egoistyczną osobą myślącą jedynie o władzy i pieniądzach nie zważając na uczucia innych. 
Ona wpadła na pomysł wysłania mnie na Ziemię i uwiezienia moich rodziców do czasu gdy wrócę do Niebios, aby nie mogli wyjawić tajemnicy Diremora. Niespodziewanie Jayden oddalił się ode mnie i powiedział:
- Narażasz swoje życie, nie tylko swoje ale i twojego dziadka. On Cię tak bardzo kocha, że gotów był by oddać za Ciebie swoje życie. Pragniesz tego? Śmierci swojej, dziadka i zarówno całych Niebios?
Trochę miał racji:
- Przez ten rok spędzony w pałacu z Tobą nauczyłam się władać magią.
- Jesteś amatorką! Nie znasz podstawowych zaklęć!
Wydarł się na mnie tak, że aż ciarki poczułam na plecach. Złapał mnie za rękę i pokazał:
- Widzisz, nawet nie zapamiętałaś mglistego zaklęcia. Nie poradzisz sobie z Diremorem. Nawet najwięksi czarownicy nie potrafili go powstrzymać. A ty, roczna uczennica akademii dasz mu radę? To jest nie możliwe. Zabije Cię, a ty nawet nie dasz rady się obronić.
Nie znałam go od tej strony. Tak bardzo mu na mnie zależy? Bez chwili zastanowienia odpowiedziałam:
- Pójdź ze mną.
Chyba źle zrobiłam. Zbliżył się do mnie. Wziął głęboki oddech. Pokiwał głową:
- Ty tam nie pójdziesz, nawet ze mną. Nie teraz, on specjalnie tam chce cię zwabić, aby pozbyć się Ciebie na zawsze. Jesteś osobą, która zagraża mu najbardziej.
Ja? Przed chwilą mówił mi, że jestem nikim w porównaniu do Diremora:
- Poczekaj. Co ty powiedziałeś? Zagrażam mu najbardziej? Czy ja o czymś nie wiem?
- Dowiesz się w swoim czasie, Abbie.
Tego już za wiele. Same tajemnice. Mam już tego dość. Wściekłam się na niego:
- Myślałam, że się przyjaźnimy! 
Już nie wytrzymałam. Cofnęłam się krok w tył. Spojrzałam się na niego rozczarowanym wzrokiem i odeszłam. Słyszałam jak wołał mnie. Nie miałam zamiaru się wracać.. Postanowiłam, że idę do Diremora. W tej chwili, chcę się wszystkiego dowiedzieć, a tylko on nie chce mego dobra i jest w stanie powiedzieć mi prawdę.

***
 

piątek, maja 11

Wprowadzenie


 ***

Musiałam zostać na dodatkowym kółku z fizyki. Nauczycielka zażądała dodatkowej pracy, którą wykonać mam sama. Nienawidziłam nigdy łączyć życia normalnej nastolatki, z życiem niebiańskim. Gdyby ta nauczycielka wiedziała jakie mam problemy, 
nie zakrzątała by mi tym głowy. 
Wkrótce miałam ważne spotkanie z Diremorem, strasznym, potężnym władcą jednego królestwa niebiańskiego. Jako nowy członek tego świata  mam pewne obowiązki.
To wszystko co ostatnio działo się w moim życiu jest sprawką pewnego młodzieńca, który wciągnął mnie w wir niebiańskiej magii i odkrył tajemnice Diremora, 
który chciał zachować ją wyłącznie dla siebie, na wieki.

Tajemnica Diremora nie była zbyt skomplikowana, jednak trudno było ją rozgryść. Ten młodzieniec nazywał się Jayden. Miał sto siedemdziesiąt osiem centymetrów wzrostu 
i piękne niebieskie oczy. 
W łaski Diremona wkradł się podstępem. Udał siostrzeńca jego starego znajomego i zaprzyjaźnił się z królem zła. On za to zdradził mu, że
nie jaka Abbie, blondynka o wzroście metr siedemdziesiąt trzy centymetry z szaro-zielonymi oczami, żyjąca w świecie ludzkim jest zaginioną wnuczką Menteusza. Tą dziewczyną okazałam się ja. 
Odszukał mnie i tak się tu znalazłam.

***

Aby przejść do świata niebiańskiego trzeba było pójść w specjalne miejsce, zwane mglistą windom. Aby w ogóle można było ją zobaczyć trzeba było wypowiedzieć specjalne zaklęcie. Miałam je zawsze zapisane na ręce. Wyglądał jak tatuaż, każdy na Ziemi pytał się co on znaczy, więc tłumaczyłam im, że jest to moje motto w języku starożytnych ludzi ;
' Zawsze możesz być wygranym, nawet na przegranej pozycji '
Udałam się tam dzisiaj. Rodzicom mówiłam, że nocuję u koleżanki. Moi rodzice w ogóle nie wiedzieli o istnieniu tego świata, właśnie dzisiaj miałam dosyć okłamywania rodziców i postanowiłam zażądać wyjaśnienia od dziadka. Poszłam w to miejsce, wypowiedziałam zaklęcie i winda się ukazała. Wybrałam odpowiedni numer '9902556' który chronił świat niebios przed demonami i wrogami zesłanymi na ziemię. 
Znalazłam się już na drodze do pałacu mojego dziadka. Menteusz był niezłą szychą. A tak na prawdę panem całych niebios, oprócz niezależnej Mormendi, którą władał Diremor. Całe niebiosa były piękną zieloną krainą. Porośnięte były puszczami, lasami i błękitnymi liliami. Do pałacu szło się koło wielkich pagórków porośniętych jedynie młodą jasnozieloną trawą, na których niebioszczanie organizowali pikniki. Z prawej strony był wielki błękitny staw, z purpurowymi konwaliami porośniętymi dookoła wody i tego samego koloru liliami. 
Już byłam przed wejściem do pałacu, gdy nagle na białym rumaku podjechał Jayden. Zatrzymał się, spojrzał na mnie i powiedział:
- To ty nic nie wiesz?
To zdanie zabrzmiało dziwnie. Nie byłam tutaj całe dwa tygodnie i miałam być na bieżąco? Spojrzałam się na niego niezrozumiałym wzrokiem:
- Jayden, byłam dwa tygodnie u rodziców. Nie mam pojęcia co tu się działo i co masz na myśli.
Zauważyłam zdziwienie i lęk na jego twarzy. On jednak milczał. 
- Jayden, wytłumaczysz mi co się stało podczas mojej nieobecności?
On nadal milczał, gdy chciałam się ruszyć, spojrzał na mnie i powiedział denerwującym tonem:
- U rodziców? To nie możliwe. Twoi rodzice przyjechali do nas dwa dni temu. Przed chwilą zabrali króla na przejażdżkę po Niebiosach.
Stanęłam jak słup soli przed rumakiem Jaydena. Wszystko sobie przetwarzałam i zrozumiałam, dlaczego rodzice.. przybrani rodzice nic nie wiedzą o tym świecie. Byłam niezwykle zaskoczona i zdenerwowana na dziadka. Nie miałam pojęcia, że żyłam z ludźmi nie spokrewnionymi w żadnym stopniu ze mną.
- Abbie? Abbie?
Usłyszałam swoje imię i po chwili odwróciłam się. Ujrzałam zbliżającego się do mnie mojego dziadka z dwoma nieznajomymi ludźmi. Jayden zsiadł z konia i złapał mnie za rękę. Poczułam się bezpieczna.
Jayden odgarnął mi delikatne włosy z ucha i wyszeptał:
- Proszę Cię, nie krzycz na nich. Najpierw porozmawiaj z dziadkiem. 
Rozumiemy się?
Oczywiście kiwnęłam głową, nie chciałam robić mu przykrości. Podniósł głowę, uścisnął mi mocnej rękę, spojrzał na mnie i uśmiechnął się szczerze. Jayden słynął z niezwykłej cierpliwości i wielkiej inteligencji. Był mądrym dziewiętnastoletnim chłopakiem z niezłym poczuciem humoru. Osoba tak inteligentna wydawałaby się poważna, jednak on jest odwrotnością tego stereotypu. Jayden uważał mnie za młodszą siostrzyczkę, która ma zaledwie, jeszcze nie skończone szesnaście lat i która jest amatorką we władaniu czarami. 
Jednak za tą opiekuńczość tak bardzo go polubiłam. Jayden miał dziewczynę Haris. Była ona czarnowłosą miłośniczką romansów. Czytała je dniami i nocami, z tego powodu miała mało czasu dla swojego wybranka. Oczy miała czarne jak węgiel a włosy długie, wijące się jak rzeka. Oczarowało go to, że miała najpiękniejszy głos w całych niebiosach, piękniejszy od syreny. 
Dziadek z 'rodzicami' byli co raz bliżej, a ja chciałam jak najszybciej uciec stamtąd. Bałam się tego spotkania. O czym miała bym z nimi rozmawiać? W ogóle ich nie znam? Nie mam o nich bladego pojęcia, co lubią, czego słuchają, co czytają.. 
Dziadek podszedł do mnie i przytulił na powitanie:
- Abbie, całe dwa tygodnie bez Ciebie to jak wieczność, moja księżniczko.
Dziadek tak bardzo stęskniony po piętnastu latach rozłąki zawsze witał mnie z takim ciepłem, każdego poranka. 
- Jayden już Ci pewnie wszystko powiedział.
Wszystko? Co znaczy wszystko? 
- Dziadku, nie wiem co masz na myśli.
Wolałam usłyszeć to z ust dziadka. Niech powie całą prawdę. Dziadek spojrzał się na Jaydena ze zdziwioną miną. Jayden tylko poświadczył kiwnięciem głowy, że mam rację. Spojrzałam na dwie osoby z tyłu. Mężczyzna miał grube długie brązowe włosy związane w kitkę. Był ubrany  w staroniebiański strój, jeszcze sprzed piętnastu lat. Natomiast kobieta była wysoką blondynką o brązowych oczach i dość dużych wargach. Włosy miała ścięte do ramion i po wywijane jak by nie czesała ich z miesiąc. Dziadek wyszeptał:
- Jayden, zaprowadź Mikę i Flososa do pałacu. Najlepiej do jadalni dla gości. Poproś kucharki o przygotowanie kolacji dla czterech osób.
Jayden puścił moją dłoń, spojrzał się wymownie na mnie, co znaczyło abym była spokojna i podszedł do nich. Po chwili zaprowadził ich do pałacu. Wiedziałam, że dziadek ma mi coś ważnego do powiedzenia, o czym nie zdążył powiedzieć mi Jayden. Pierwsza ze zdenerwowaniem na twarzy powiedziałam:
-Co to ma wszystko znaczyć? 
- Kochanie, chodźmy do salonu. Wszystko Ci wytłumaczę. 

***